Włochy #Ravenna #Rimini

Viva la vacanza: DAY 1 & 2  #RAVENNA #RIMINI

Syberia za oknami. Ja jednak chciałabym Was zaprosić na tripa po Włoszech, którego odbyliśmy w drugiej połowie września. Do końca roku będzie cała relacja. Oto część pierwsza.
 


ENJOY!
 
 
Ruszyliśmy w godzinach porannych w stronę Austrii przez Czechy. Cały czas dopisywała pogoda i dobra muzyka z basem. Winiety kupione(jedna koło 45 zł), jedziemy dalej.
 
 
Po drodze spotykaliśmy liczne złombole. W tym roku jechali z Katowic do Grecji. Akcja polega na tym, że stare auta charytatywnie zdobywając reklamy na swoje wybitnie stare bryki jadą do określonego miejsca na mapie. 
 
 
 
 
I te zachody słońca!
 
 
Jazda TOYOTĄ
 
 
 
 
Zatrzymywaliśmy się dosyć rzadko na stacjach. Pędziliśmy szybko do Mirabilandii, żeby być na rano. Na przystanku albo konsumowaliśmy, kimnaliśmy żeby nie być wrakiem albo myliśmy się za darmo na AutoGrillach – polecam, wszystko na picuś glancuś. 
 
 
 
I w końcu dotarliśmy do Ravenny! Zajęło nam to około doby, ze snem. Wjeżdżamy, oczywiście płacimy za parking piątaka. Wejście do parku rozrywki kosztowało ~ 30 oiro. 
 
 
Przygotowani na pełny wrażeń i adrenaliny dzień ruszyliśmy na podbój Mirabilandii. Zdjęcia robiliśmy szajsungiem, bo strach pomyśleć co byłoby gdybym miała tam przy sobie nikona. 
 
 
W Mirabilandii byłam już raz na kolonii około 7 lat temu. Wtedy wszystko zdawało się takie ogromne, teraz po prostu duże. 
 
 
Nie było raczej jak zabłądzić, proste trasy. Po drodze restauracja pod złotymi łukami i różne sklepiki z zabawkami.
 
 
 
Przed wejściem do kolejki napisane jest zawsze ile mniej więcej się czeka – tutaj około godziny. Tyle narodowości w jednej kolejce!
 
 
Było warto, nogi z waty. iSPEED, który w 2,2 sekundy rozpędza się do setki stworzyli niedawno bo w 2009 roku, razem z KATUNEM są najbardziej znanymi rollercoasterami we Włoszech. 
 
 
Na diabelski młyn, który ma 90 metrów wysokości, również wskoczyliśmy, nie było tu specjalnie dużych kolejek. Warto wspomnieć, że byliśmy pod koniec sezonu i plażowe części parku były już pozamykane – niestety.
 
 
 
Obowiązkowy posiłek czekoladowy.
 
 
Niagara, czyli zjazd do wody. Lajtowy.
 
 
 
Trochę zmokliśmy. Nie wyposażyliśmy się w pelerynki niewidki jak Azjaci, których było sporo. 
 
 
 
 
Tutaj winda, w dół wolno i szybko w dół. Druga w odwrotnej kolejności.
 
 
Kolej dookoła parku, czyli zwiedzanie zza szyby. Nie skorzystaliśmy.
 
 
 
Piękne widoki na krajobraz.
 
 
 
 
Policyjny pokaz aut. Umiejętności kaskaderów były godne podziwiania. 
 
 
 
5 minut drogi stąd był Nowy Jork, to wpadliśmy na chwilę.
 
 
Jedno z moich ulubionych ujęć.
 
 
Like a boss!
 
 
 
 
Krzywe zwierciadło i krzywi ludzie.
 
 
Rafting.
 
 
Jazda gocartami. 
 
 
Reasumując, 1/3 czasu spędziliśmy na kolejkach. Adrenalina warta spożycia. Pogoda dopisała. Niezbyt tanio, ale jednorazowy bilet i wchodzisz ile razy chcesz na jedną atrakcję jak Ci się spodoba. Dobre rozwiązanie dla rządnych problemów żołądkowych po dziesiątym zjeździe.
Ocena 11/10!
 
 
 
Po pełnym wrażeń i emocji dniu ruszyliśmy do Rimini. Jest to miasto nocne, ludzie nie chodzą spać wcześnie. 
 
 
Spacer nocny, czyli zwiedzanie plaży.
 
 
 
Po trzech dniach niezaznania umywalki z bieżącą wodą oraz wygodnym łózkiem, postanowiliśmy zostać na noc w tym pięknym mieście. Nocleg w hostelu, który był na prawdę zadbany ~ 15 Euro per una persona. 
 
 
 
C.D.N.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *