Wywiad z uczestnikami Auto Stop Race

W tym roku, jak już pewnie wiecie z poprzedniego wpisu, nie mogłam uczestniczyć w wyścigu Auto Stop Race do Fazany. Bacznie obserwowałam w Internecie jak radzą sobie uczestnicy tegorocznej edycji i rozmawiałam także ze znajomymi jak im poszło i jak się bawili. Gratuluję wszystkim, którzy wytrwale dotarli na camping!

Zawsze opisywałam moje poczynania z wyścigu, natomiast w tym roku wpadłam na pomył przeprowadzenia wywiadu z trzema uczestnikami – blogerami podróżniczymi z Kasią i Michałem z Połącz Kropki oraz Martą z Wasiołka on tour. Tym sposobem chciałabym przekazać wam kilka cennych informacji, które mogą przydać się za rok w 10 edycji tego niezapomnianego wydarzenia! Miłej lektury 🙂

Wywiad #1 z Martą, autorką bloga Wasiołka on tour

Wasiołka on tour - blog podróżniczy 3
Źródło: Wasiołka on tour

1. Powiedz kilka słów o sobie i swoim blogu.

Nazywam się Marta Wasiołka i od dwóch lat prowadzę bloga Wasiołka on tour, na którym opisuje moje podróżnicze przygody. Na blogu znajdują się również porady dla mniej doświadczonych wędrowców i miejsca, które warto odwiedzić. Przynajmniej część moich podróży staram się łączyć z moim przyszłym zawodem lekarza weterynarii, tak więc gdzieś na horyzoncie czai się Tajlandia i wolontariat ze słoniami, czy powrót na Mauritius do schroniska.

2. Czy brałaś już kiedyś udział w Auto Stop Race?

Nie, to moja pierwsza edycja ASR. Dwa lata temu nie udało mi się zapisać (kogo by to dziwiło, skoro zapisywałam się z zacinającego się telefonu o słabych łączach), a rok temu nawet nie próbowałam. W tym roku padło jednak poważne postanowienie, by na Auto Stop Race pojechać i na całe szczęście się udało.

3. Jak szybko Twoja para dotarła do mety? Którą parą byliście?

Po ciężkich chwilach i długich przystankach na stacjach benzynowych dotarłyśmy jako 308 para w czasie 56 h 30 min.

4. Jaką przybraliście strategię i którą trasą mniej więcej jechaliście?

Naszą strategią było założenie ”byle do przodu”. Wyjechałyśmy komunikacją miejską na Kąty Wrocławskie z zamiarem kierowania się do Niemiec, co też nam się udało. Dlaczego Niemcy? Uznałyśmy, że mają świetną siatkę autostrad, a do tego ja osobiście nienawidzę jeździć przez Czechy, w czym utwierdziłam się jadąc w drodze powrotnej. Dlatego uznałyśmy, że ta opcja drogi będzie najlepsza. Do tego miałyśmy czarno-białą flagę w kratkę (taką którą się macha, gdy auto dojeżdża do mety). Dodatkowo miałam jeszcze przebranie tygrysa, by zwrócić na siebie jak największą uwagę kierowców. Działało!

Wasiołka on tour - blog podróżniczy 2
Źródło: Wasiołka on tour

 5. Czy spotkała was jakaś ciekawa przygoda po drodze?

Przygód i kierowców, jak to przy jeździe stopem było dosyć sporo. W pamięć zapadł mi kierowca Fiata Multipli, który częstował nas domową rakiją z plastikowej butelki po wodzie, a także nasz ostatni stop, zresztą mój faworyt z całej trasy. Zaczęło się niewinnie. Kierowca trochę na styl kalifornijskiego surfera wymieszanego z brudnym mechanikiem. Bardzo uprzejmy, stwierdził, że nadrobi trochę drogi, by dowieść nas już na metę. Mijają kilometry, rozmowa fajnie się klei, kierowca chwali się, że był w Kanadzie. Myślę sobie ‚o, super, świetny temat na zagadanie’, pytam go więc jak mu się Kanada podobała, na co on odpowiada nonszalancko ‚niespecjalnie, siedziałem tam w więzieniu’. Teraz sobie wyobraźcie to napięcie w samochodzie, moją wyobraźnię, która już widziała, jak wywozi nas gdzieś w krzaki i morduje, a do celu zostało nam 40 km.

Koniec końców wyszło, że nasz surfer siedział za nielegalny przemyt ludzi do USA i Kanady, a jego największą pasją jest wspinaczka boso po koronach drzew i walczy z rządem, by krowy przestały być trzymane na łańcuchach. Całkiem przyjemny gościu.

Wasiołka on tour - blog podróżniczy 7
Źródło: Wasiołka on tour

6. Czy miałyście jakiś kryzys lub problemy na drodze? Mieliście myśl, żeby jednak zawrócić?

O dziwo mimo przeciwności losu i czekania na stacjach po kilka godzin kryzys miałyśmy tylko jeden. Na parkingu w Villach stałyśmy już kilka ładnych godzin, a nie uśmiechało się nam tam nocować. Podchodziłam więc do każdego kierowcy prosząc o podwózkę i chociaż byli bardzo mili, to jechali w drugą stronę, aż wreszcie na stacji pojawiła się młoda, ładna blondynka. Powiedziała, że jedzie 30 km wzdłuż autostrady, a później zjeżdża, więc może nas wyrzucić na następnej stacji. No cóż, dziewczyna jechała co prawda 30 km, ale zjechała już na pierwszym zjeździe i wysadziła nas w środku jakiegoś małego, martwego miasteczka, gdzie stacje otwierali dopiero o 6 rano. Patrzymy na siebie, obydwie łzy w oczach, bo wiemy, że jesteśmy już w ”czarnej dziurze”, z której ciężko będzie się wydostać. Jeśli jakiś kierowca jechał obok nas, to tylko przyspieszał i patrzył z przerażeniem, jakbyśmy miały im co najmniej pół rodziny wybić.

Pojawiło się jednak nasze zbawienie w postaci dwóch nastolatek, które miały kiedyś podobną sytuację, gdy we Włoszech jednej z nich zepsuł się samochód i przez 8 godzin nikt nie chciał się zatrzymać i jej pomóc. Poprosiłyśmy o wywiezienie nas na autostradę, a one co zrobiły? Zawiozły nas 80 km do Lublany i zaczęły na nas krzyczeć, gdy chciałyśmy oddać im chociaż część pieniędzy za benzynę, bo przecież muszą jeszcze wrócić do domu. W ramach podziękowania zostało nam więc kupić im kawę i obdarować polskimi trunkami. Dziewczyny są świetne, a kontakt z nimi mam do dzisiaj. O zawracaniu nie było nawet mowy, chociaż muszę się przyznać, że kiedy stałyśmy już przez kilka godzin w Chorwacji, to przeszło nam przez myśl, by wsiąść w autobus i dojechać nim do Puli.

Wasiołka on tour - blog podróżniczy
Źródło: Wasiołka on tour

7. Jaka była największa trudność, która spotkała Was na trasie?

Myślę, że nasza jedyną trudnością było właśnie wyrzucenie nas w martwym miasteczku. Podróż szła nam bardzo powoli, ale raczej gładko i obydwie nie traciłyśmy optymizmu.

8. Jest jakaś rzecz, której nie wzięliście i żałowaliście, bo bardzo by się wam przydała podczas podróży?

Chyba niespecjalnie. Jest natomiast rzecz, którą żałowałam, że zabrałam i jest to namiot, bo ani razu go nie użyłam, a te 3 kg pewnie zrobiłyby różnicę w wadze plecaka. Mimo wszystko lepiej byłoby go mieć, gdybyśmy musiały spędzić noc na jakimś odludziu, albo pracownicy stacji nie pozwoliliby nam przespać się gdzieś na podłodze.

9. Było zimno czy bardzo zimno? Czy pogoda utrudniła Wam w jakiś sposób podróż?

Bardzo zimno! Zwłaszcza w nocy. W Austrii tydzień wcześniej była śnieżyca i kilka metrów śniegu, także cieszę się, że nas zastały tylko pojedyncze płaty śnieżne. W ciągu dnia nie było wcale tak źle, chyba nawet w trasie opaliłam się bardziej, niż na campingu (skóra z nosa schodzi mi do teraz), a gdy tylko padał deszcz, my byłyśmy już w samochodzie. Nie wspominam więc pogody, jako czegoś, co by mi utrudniło podróż.

Wasiołka on tour - blog podróżniczy 6
Źródło: Wasiołka on tour

10. Jak wyglądała kultura autostopowania na drodze?

Niestety powiedziałabym, że bardzo dużo osób jej nie ma. Spotkałam wiele naprawdę fajnych par, które grzecznie czekały w kolejce, a jedni chcieli nam nawet odstąpić auto! Niestety były też takie osoby, które podbiegały jak hieny do kierowców, którzy ledwo dojechali na stacje, przepychali się z innymi autostopowiczami i myśleli, że podwózka im się należy. Słyszałam nawet narzekania, że kierowca nie dał jeść i nie nadrobił dla nich kilkunastu kilometrów. Nie o to w tym wszystkim przecież chodzi!

11. Czy spotkałaś dużo „autostopowych świrów” na trasie?

Spotkałam i świrów, i autostopowiczów. Kilka naprawdę świetnych osób, z którymi widziałam się później na mecie, albo kontaktowałam przez portale społecznościowe, bo brali udział w innych wyścigach. To niesamowite, jak różni ludzie decydują się na wyścig autostopem. Była dziewczyna żyjąca z robienia zdjęć na ślubach, był przyszły lekarz, mechanik i górnik. Mieszanka wybuchowa! Miałam jednak małe marzenie, by brać udział w imprezie na stacji na przynajmniej kilkanaście osób (tak wiem, ruszenie rano w takim tłumie byłoby koszmarem), ale mi trafiały się same stacje z maksymalnie trzema, czterema parami. Tak więc aspekt słynnych imprez na stacjach mnie ominął, czego trochę żałuję.

12. Co podobało Ci się najbardziej w tegorocznej edycji Auto Stop Race?

Przy tak dużej ilości atrakcji i natłoku wrażeń towarzyszących mojemu pierwszemu Auto Stop Race myślę, że ciężko mi wybrać jedną rzecz. Organizacja całego wydarzenia była bardzo na plus, do tego świetny camping z kilkoma basenami i miejscem dla strefy chill-outu, a nawet własnym klubem o jakże oryginalnej nazwie „The club”. Prawdziwym wow była jednak kilkugodzinna impreza na statku!

Wasiołka on tour - blog podróżniczy 5
Źródło: Wasiołka on tour

13. Masz jakąś złotą radę na kolejne edycje Auto Stop Race?

Na pewno nie jestem osobą, która może radzić teamowi, co poprawić. To są tak świetni ludzie, że pewnie już dawno wszystko wiedzą i za rok, na 10 edycję, zrobią naprawdę wielką petardę. Co natomiast radzić uczestnikom? Dużo cierpliwości na trasie, by nie zapominali o kulturze osobistej zarówno w drodze, jak i na campingu, a także by przygotowali swoje wątroby do zabawy, a nogi do tańca. Chyba nie ma złotej rady, którą można dać uczestnikom, bo to wydarzenie jest tak nieprzewidywalne, że każdy stworzy tu własną historię.

Obserwuj Martę na FacebookuInstagramie jeśli chcesz śledzić jej kolejne przygody! Koniecznie odwiedź jej bloga

Wywiad #2 z Kasią i Michałem z bloga Połącz Kropki

Połącz Kropki - blog o podróżach 1
Źródło: Połącz Kropki

1. Powiedz kilka słów o sobie i swoim blogu.

Kasia: Bloga założyłam dopiero chwilę przed wyjazdem z Madrytu, gdzie byłam na Erasmusie. W sumie kiedyś pomyślałam, że fajnie byłoby mieć swoją stronę podróżniczą i po pół roku wprowadziłam ten pomysł w życie. Siłą rzeczy początkowo pisałam głównie o Hiszpanii, a teraz w sumie o większości odbytych podróży po Europie. Skupiam się także na zwiedzaniu opuszczonych miejsc i podziwianiu street artu. Trochę pisałam również o lęku przed lataniem samolotem, który nadal mi towarzyszy, ale w mniejszym stopniu. Blog to nie tylko podróże, ale również liczne fotografie z wyjazdów.

Michał: Z Kasią poznaliśmy się w klubie fotograficznym a zeszliśmy się podczas naszego pierwszego startu w rajdzie Złombol (polecam, nie tylko autostopem żyje człowiek 🙂 Można powiedzieć, ze podróżowanie i fotografia to rodzice chrzestni naszego związku i bloga. Tworzenie wpisów co tydzień, obróbkę zdjęć I reklamę odwala Kasia. Ja czasem wrzucam swoje trzy grosze, na przykład pomysł na nazwę, projekt logo, pojedyncze teksty czy ten wywiad 😀

2. Czy braliście już kiedyś udział w Auto Stop Race?

Rok temu po raz pierwszy wzięliśmy udział w ASR do Tarquinii i było to nasze pierwsze doświadczenie z autostopem. Tak nam się spodobało, że w tym roku postanowiliśmy pojechać ponownie, a entuzjazm do tej pory nie opadł 🙂

3. Jak szybko Twoja para dotarła do mety? Którą parą byliście?

Kasia: To nie było szybko. Mimo, że w tym roku byliśmy lepiej obeznani, mieliśmy gorszy wynik – dotarliśmy jako 499 para. Postanowiliśmy zaliczać check pointy i spędzić prawie dobę w Budapeszcie na jedzeniu, piciu i termach.

Michał: Raczej jak wolno 😛 Dotarliśmy po 102 godzinach i 18 minutach – jako 499 para…

Połącz Kropki - blog o podróżach 0
Źródło: Połącz Kropki

4. Jaką przybraliście strategię i którą trasą mniej więcej jechaliście?

Kasia: Przybraliśmy strategię, że chcemy zaliczać check pointy i przemieszczać się „przyjemniejszymi” drogami, niż autostrady. Chcieliśmy spać gdzieś na uboczu, a nie na stacjach benzynowych. Nie obyło się i bez tego, ale miło wspominamy nocleg na Słowacji w malutkiej miejscowości z fajną restauracją na wzgórzu. Obraliśmy trochę wolniejszą trasę – postanowiliśmy jechać przez Kraków, Niżne, Budapeszt, Balaton, Zagrzeb, Pulę i już prosto na metę. Po tej trasie były check pointy najbardziej punktowane plus chcieliśmy uniknąć kolejek na trasie. Prawie się udało 🙂

Michał: Nasza strategia miała trzy założenia:

  • nie jedziemy przez Pragę,
  • jedziemy na luzie – ładniejszą, spokojniejszą trasą. Która będzie mniej uczęszczana przez uczestników Auto Stop Race,
  • nie jedziemy przez Pragę.

W związku z tym wybraliśmy trasę przez Słowację i Węgry.

Do tego chcieliśmy zaliczać wyżej wspomniane przez Kasię punkty. Złapaliśmy transport omijający Kraków więc, zrezygnowaliśmy z pierwszego (wysoko punktowanego) check-pointu. Na Słowacji było podobnie, do tego dochodził nam półtorej godzinny spacer po górach z naszymi ogromnymi pleckami. Zaliczyliśmy za to obydwa węgierskie punkty – termy w Budapeszcie i Balaton. Przy mecie zaczęło się nam spieszyć, więc odpuściliśmy ostatnie dwa. Organizatorzy dali w tym wybór – albo lecisz jak najszybciej i jedyne co zwiedzasz to stacje benzynowe, albo wolniej, ale bardziej krajoznawczo. Z naszej taktyki wyszedł wariant pośredni – jechaliśmy długo i mało zwiedziliśmy 😀

Połącz Kropki - blog o podróżach 2
Źródło: Połącz Kropki

5. Czy spotkała was jakaś ciekawa przygoda po drodze?

Kasia: Z poprzedniego autostopu najlepiej wspominam podróże z Tirowcami, którzy zawsze zarzucali nas ciekawymi opowieściami, dzięki którym droga nigdy się nie dłużyła. Poza tym to właśnie z kierowcami tira robiliśmy najdłuższe dystanse, co było miłą odmianą po kursach 15-30 kilometrowych.

Michał: Niestety nie mam opowieści o milionerze, który nas podwiózł Rolls-Royce’m, albo o 70-letnim hipisie w starym kamperze. Ale zawsze ciekawie się wsiada do TIRa. Kierowcy mają sporo historii, do  tego można podejrzeć taką prace od kuchni. No i sama jazda to więcej wrażeń niż by się mogło wydawać.

6. Czy mieliście jakiś kryzys lub problemy na drodze? Mieliście myśl, żeby jednak zawrócić?

Kasia: Nigdy nie dopuszczaliśmy do siebie myśli, że rezygnujemy czy wracamy. Kryzysy były. W tym roku pojawił się dość późno, bo dopiero ostatniego dnia. Mieliśmy dość naszych plecaków i, że tyle musieliśmy z nimi chodzić. Codziennie składanie i rozkładanie namiotu stało się meczące, tym bardziej, że ostatnią noc rozbiliśmy go na kopcach kreta i nie było innej możliwości.

Połącz Kropki - blog o podróżach 4
Źródło: Połącz Kropki

Rok wcześniej już drugiego dnia byliśmy lekko podłamani, ponieważ utknęliśmy na cały dzień w Pradze i ciężko było się z niej wydostać. Dopiero hitchwiki nas uratowało. Pamiętam, że rok temu tuż przed dojechaniem do mety chciałam wsiąść w pociąg do Florencji, aby coś w końcu zwiedzić, a później jechać na metę – również pociągiem. Na szczęście Michał mnie powstrzymał, a 20 minut siedzieliśmy w samochodzie, który zawiózł nas na metę do Tarquinii.

Michał: Kryzys jest chyba zawsze i to niejeden. W tym roku nie były duże. Doświadczenie z zeszłego roku zrobiło swoje. No i już wiedzieliśmy co nas czeka na mecie, więc motywacja była większa.

7. Jaka była największa trudność, która spotkała Was na trasie? 

W okolicy granicy węgiersko-chorwackiej trafiliśmy na miejsce, gdzie nie da się dojść do przejścia granicznego ani złapać stopa. Wyszło nam 15 km spaceru w upale z naszymi wielkimi plecakami, które były ogromnym utrudnieniem. Do tego nic nie mogliśmy złapać przez kilka godzin, bo nikogo tam nie było. Za to przechodziliśmy przez praktycznie opuszczone przejście graniczne, ciekawe wrażenie więc ogólnie było warto.

Połącz Kropki - blog o podróżach 3
Źródło: Połącz Kropki

8. Jest jakaś rzecz, której nie wzięliście i żałowaliście, bo bardzo by się wam przydała podczas podróży?

Kasia: Wprost przeciwnie, chętnie bym kilka rzeczy wyrzuciła z plecaka. Na szczęście miałam taką okazję w Budapeszcie, kiedy nocowaliśmy u kuzyna Michała. Poza tym mieliśmy, wszystko co potrzebne 😉

Michał: Nie rzeczy a osoby – przy tej ilości i wielkości bagażu przydałby się nam szerpa (tragarz). Dziwne, bo jeździmy sporo, do tego ASR drugi raz, a nadal mamy największe plecaki na starcie.

Połącz Kropki - blog o podróżach 6
Źródło: Połącz Kropki

9. Było zimno czy bardzo zimno? Czy pogoda utrudniła w jakiś sposób Wam podróż?

Kasia: Pierwsza noc na Słowacji była bardzo zimna. Później było lepiej, ale nadal bez szału. W przeciwieństwie do tamtego roku, nie było ani jednego poranka, kiedy nie mogliśmy wytrzymać z gorąca w namiocie. Pamiętam, że rok temu w Austrii mieliśmy jedną z zimniejszych nocy w życiu – temperatura chyba spadła poniżej  zera. Z kolei w tym roku miałam cieplejszy śpiwór, 2 pary skarpet specjalnie do spania i ogrzewacze chemiczne. Polecam!

Michał: Było zimno, ale nie aż tak jak w zeszłym roku. Noc na stacji w Austrii, w górach, przy rzece – prawie najzimniejsza noc w moim życiu. A jak sobie z tym radzić? Śpiwór, śpiwór i jeszcze raz śpiwór.

10. Jak wyglądała kultura autostopowania na drodze?

Kasia: Nie było z nią problemów. Nikt nie oszukiwał, ani nie wpychał się do kolejki. Wszystko przebiegało sprawnie. Jedynie spotkaliśmy dwóch autostopowiczów, nie z wyścigu, którzy byli na kacu i jeszcze z piwem w ręce podchodzili do kierowców z pytaniem, czy ich zawiozą. Zdecydowanie nie wyglądali zachęcająco.

Michał: Kultura wśród uczestników czy kierowców? Ani o jednym a ni od drugim nie mogę powiedzieć złego słowa. W dodatku muszę pochwalić naszych rodaków – w Polsce najłatwiej złapać stopa. Do tego zatrzymują się na tyle chętnie, że nawet za granicą jest duża szansa, że zatrzyma się właśnie ktoś znad Wisły.

11. Czy spotkaliście dużo „autostopowych świrów” na trasie?

Kasia: W tamtym roku więcej ekip spotkaliśmy po trasie. Jednego wieczoru nawet rozkręciliśmy imprezę z jednym kierowcą, a później całą ekipą spaliśmy na pace samochodu. To był jeden z fajniejszych dni na ASR mimo, że na początku byliśmy lekko zaniepokojeni kolejką, która nas czekała.  Z kolei w tym roku, co jakiś czas spotykaliśmy inne ekipy.

Michał: Nasza trasa miała być mało uczęszczana, ale nie spodziewałem się, ze aż tak – ludzi widzieliśmy głównie blisko startu we Wrocławiu i blisko mety. Może wszyscy byli przed nami? Nasze miejsce wskazuje na to, że tak 😀

12. Co podobało Wam się najbardziej w tegorocznej edycji ASR?

Kasia: Prelekcja Fazy 🙂 Świetny koleś, który ma dużo do powiedzenia i wiele przeżył. Czasami nie warto oceniać książki po okładce.

Michał: Kolejny kraj który mi się bardzo podoba – Chorwaci są super. Do tego zaliczanie punktów przy trasie. No i oczywiście spotkanie z Fazą.

Połącz Kropki - blog o podróżach
Źródło: Połącz Kropki

13. Macie jakąś złotą radę na kolejne edycje Auto Stop Race?

Kasia: Przede wszystkim dobrze się bawić, zainstalować Hitchwiki i nie spać za długo 🙂

Michał: Mógłbym poradzić, żeby spakować mało rzeczy i pilnować, żeby plecaki były lekkie. Ale wygląda na to, że tylko Kasia i ja mamy ten problem 😀

Aha – omijajcie Pragę!

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o wojażach Kasi Tutko i Michała Borcowskiego poczytaj na blogu i zajrzyj na ich Instagrama i Fanpage!


Mam nadzieję, że dzięki temu wpisowi będziecie wiedzieli na co uważać podczas następnych edycji Auto Stop Race. Jeśli macie jakiekolwiek pytania piszcie na maila – chętnie odpowiem i doradzę. Powodzenia w kolejnych edycjach!

Dodaj komentarz