Woodstock 2015

2 lipca
– Czarek, może pojedziemy w tym roku na Woodstock?
– Okej, może autem żeby dotrzeć tam jak najszybciej?
– Super pomysł!
– To dodam nasz przejazd na blablacarze i zobaczymy czy ktoś by się z nami nie zabrał.
30 minut później
Na 3 miejsca wolne były akurat trójka chętnych, bueno.
Koszty transportu  się zwróciły. Nie ma nic lepszego niż darmowy przejazd. W piątek po pracy ruszyliśmy, żeby być tam jeszcze wieczorem.
Nie dotarliśmy na koncert Meli, trochę smutno mi z tego powodu było, ale mówi się trudno. Poszliśmy pod namioty do znajomych a jak już było tak zimno, że nie dało się wysiedzieć, wróciliśmy do auta, gdzie najcieplej i najmniej kurzu. Auto zaparkowaliśmy na pobliskim parkingu 10 min za Hari Kriszną, 15 plnów za dobę. Byliśmy dwie a zapłaciliśmy za jedną, to się nazywa interes. Trafiliśmy tam dzięki naszemu jednemu pasażerowi, który już na Woodzie był kilka razy i polecał to miejsce ze względu na małe korki przy wyjeździe.
Nic tylko tłumy ludzi, kurz i syf.
Mati ja i Mati.
Tu było najlepiej, w nysce oklejonej lusterkami. Magia! Można było podłączyć swoją muzykę bo w środku było 6 głośników, rewelacja. Tam też spotkaliśmy Niemca koło 40 który przyjechał rowerem z Berlina na Woodstock. Kozak. Wdaliśmy się z nim w dłuższą dyskusję po angielsku.
Tutaj rozdawałamy okulary za śmieszne rzeczy, free hugs było zarezerwowane dla Matiego.
Takie tam w sombrerro!
Ludzie tam byli bardzo kreatywni.
Klimat Woodstocku jest specyficzny, go się lubi lub nie. Nie ma oceny pośredniej. Ja należę do tej drugiej części. Był to mój pierwszy i najprawdopodobniej ostatni Woodstock. I tym pesymistycznym akcentem zakończę. Dodam jeszcze, że powrót zajął nam tylko 8 godzin, niektórzy wracali po 12. Koszt drogi powrotnej również się zwrócił. Chociaż tyle.
Niektórzy skakali na bungee, szaleni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *