Praga 2014

Miesiąc już minął od koncertu, Kosicka mnie molestuje, sesja się kończy więc i na zdjęcia znalazł się czas. Filmik niebawem. 
 
Zapraszam do zwiedzania! 
 
 
#polskibus 
 
 
Florenc.
 

 
 
Przyjechałyśmy do Pragi raczej punktualnie i ruszylłyśmy metrem do naszego superextra taniego hostelu za 30 PLN-ów.
 
 
Nasza dzielnia.
 
 
Same super zespoły będą!
 
 
 
 
Wysiadamy i od razu witają nas fajne murale i koty. Czujemy się jak u siebie.
 
 
 
 
 
Ta modelka była obiektem moich 3/4 ujęć.
 
 
 
Kulturalnie wchodzimy d hostelu za rogiem, wita nas uprzejma starsza pani. Pyta czy ‚boking, booking?’, my potwierdzamy, po czym oznajmia nas, że nie ma nas w systemie, żarty się skończyły, zaczęłyśmy rozmowę w języku polskim. Coś tam mruczy pod nosem i po chwili znajduje OSTATNIE 4 MIEJSCA, bierym. Szkoda tylko, że kolejne dwie grupy za nami, również z zarezerwowanymi miejscami, odesłała z kwitkiem.
Dokładnie wyszło 33 zeta na głowę. Warunki jak w 5-gwiazdkowym hotelu, dwupiętrowe łóżka, łazienka prawie w tym samym budynku, wcale nie odpadająca klamka od drzwi. Najważniejsze, że dach był no i Arena O2 – 10 minut z buta.
Przebieramy się szybko i idziemy na podbój!
 
 
 
Żeby nie zabłądzić.
 
 
 
Dosłownie obok Areny znajduje się galeria handlowa Harfa, musiałyśmy odwiedzić, rzecz jasna. Kilka fotek w lustrach i obiad i lecim na koncercik!
 
 
 
 
Miau na elorapie!
 
 
<3
 
 
Bilety czekały na nas w kasie i już się rozgrzewały!
 
 
 
 
Takie tam rodzinne.
 
 
Spóźnił się tylko pół godziny, nawet lepiej bo my też, hehe! Ale w końcu pojawił się i zaczęło się show, aaaaa!
Trudno opisać, co czułam. Jak zobaczyłam go takiego malutkiego, witającego nas, tak się wzruszyłam, normalnie nie wierzyłam, że tam jestem. 


 
Emocje, emocje, emocjeeee!
 
 
W połowie koncertu powiedział, że będzie 10-minutowa przerwa. Wszyscy poszli się napić, nie zdążyli wrócić, Justin już z powrotem był na scenie, nie byle jakiej, bo ona się RUSZAŁA! Magia! Byłam na ki;ku koncertach w moim krótkim życiu, nie widziałam czegoś tak spektakularnego. Nawet nikt mi nigdy nie opowiadał, Justin się postarał. Jedyny minus był taki, że NAS NIE BYŁO NA PŁYCIE, scena ruszała się ruchem jednostajnie prostoliniowym wzdłuż stojących fanów. Gdybyśmy był na dole, kilkanaście metrów niżej, prawdopodobnie mogłybyśmy mieć go na wyciągnięcie ręki do góry. Oczywiście, że na trybunach też było genialnie, mega stromo i wszystko było widać. Nagłośnienie rewelacja. Nic tylko śpiewać razem z JT.
 
 
Takie widoczki były! Justin zaśpiewał najlepsze kawałki, na szczęście dużo starych, najlepsze Sexy Back w wersji rockowej.Było sporo momentów gdzie jednocześnie śpiewał, tańczył i grał na fortepianie. To się nazywa artysta. Koncert trwał trochę ponad 2 i pół godziny, najdłuższy na jakim byłam.
 
 
Niestety nie mam żadnego zdjęcia dobrej jakości, ponieważ nie wpuściliby mnie z lunetą. Nieważne, liczą się przeżycia!
 
 
 
 
Outfit jak zawsze – bez zastrzeżeń.
 
 
 
Rano pobudka, wyruszamy na miasto. Wcześniej jednak mini sesja przy hostelu.
 
 
 
 Martuśka.
 
 
 
 
 
 
 
 
Pozdrawiam.
 
 
 
 
 
 
 
 
No i moje ulubione, drogowskazy.
 
 
 
 
 
 
Pan strażnik i najnudniejsza praca świata.
 
 
Od dołu zdjęcia wychodzą baaardzo komfortowo.
 
 
Disney.
 

 
 
 
Jest i radość!
 
 
 
 
 
Jedne z moich ulubionych widoczków.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Takie tam na Moście Karola.




 
 
 
 
 
 
Koty, koty wszędzie!
 
 
 
 Krzywy ryjek.
 



 
 
Moja fura.
 
 
Turyści wszędzie, do tej pory miasto z najliczniejszą ilością zagranicznych gości.
 
 
 
BYŁO REWELACYJNIE, SUPER SIĘ BAWIŁYŚMY I MAMY NADZIEJE, ŻE JUSTIN DA Z SIEBIE WSZYSTKO W GDAŃSKU!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *