Irlandia (dzień 4)

Day 4: on the way to Maynooth

W skład śniadania wchodzi: dżem, mleko, płatki, prawieprzyjarane tosty i melon. Po tak obfitym posiłku wyruszamy do rodzinnego miasta zaprzyjaźnionej rodziny, której dziećmi 10 lat temu opiekowała się moja siostra jako au pair. W Maynooth, bardzo uroczym miasteczku, zwiedziłyśmy lokalne uliczki, St Patrick’s College oraz piękny ogródek na tyłach. Dostałyśmy zaproszenie na obiad, to jak tu nie skorzystać. Pyszny kurczak, ziemniaki w mundurkach polane masłem i warzywa na parze, yummi!

Panuje tam niesamowita atmosfera, taki prawdziwy dom z kominkiem, marzenie. Ogólnie są liczną rodziną bo chłopaków jest aż czterech Thomas, Domhnall, Sean oraz najmłodszy Teran. Chłopaki już są starsi, mają określone plany na studia, znają co najmniej trzy języki na głowę, grają na gitarach, fletach i perkusjach. Co ciekawe mają telewizor, ale nie mają odbiornika, dzięki czemu nie oglądają telewizji. Czad. Mają dwa koty, psa i węża. Myślałam, że umrę jak go wzięłam na ręce. Szkoda tylko, że czas szybko minął i musiałyśmy wrócić do Dublina. Wieczorne posiedzenie w hostelu ale tym razem poznałyśmy pierwszego tam Polaka, pracuje w gastronomii, a mieszka w hostelu bo mu się nie opłaca wynajmować. Sprytnie. Zarabia na życie w naszym cudownym kraju, standardowo. 
 

SELEKCJA Z 250 ZDJĘĆ

 
 
 
Niestety nie zmieściłoby się już do torby 
 
 
 
superextrawypasiona nowoczesna parasolka
 
 
 
 
 

lana del bus 


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 


 
st patrick’s college
 
 
musiałam
 
 
w domu rodzinki Mooney
 
 
 
 Sean
 
 
 
 kisses and hugs from Wroclaw guys!
 
C.D.N.
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *