Irlandia (dzień 2)

Day 2: in da city

  Trzykrotna pobudka, nawet oddalony o 10 kroków telefon nie pomaga. Wstajemy. Tosty z dżemem na śniadanie, mleko i melon, JAMI! Miasto i kolejne zwiedzanie. Obserwowanie, czyli moje ulubione zajęcie. Shopping, w sumie nie dziwie się, że nie ma tu loompów, w końcu ciuchy w sklepach są tańsze od barszczu. Potem spotkanie z Gosią i Andrew na chińskim amu, znowu same pychotki na kolacje. Wieczorny spacer ulicą, na której ludzie skaczą, wydziwiają, pięknie grajo i śpiewajo, tańczo jak jakieś roboty no i sklepy na lewo i na prawo. Zakończywszy piękny słoneczny dzień w pubie z muzyką na żywo i świetnym koncertem. Magia.
 
 
Kolejna porcja lokalnych sklepików i ulic
 
 
 
wszędzie piękne korytarze
 
 
 
 
 
 
 
 
  
 
spajer
 
 
 
 
cejrowski też mi towarzyszył
 
 
 
 
 
 
piękne i drogie pyszności
 
 
 
 
 
 
 moje dzieciństwo
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
na deser jajeczno-budyniowa tarta
 
 
 
 
 
 
 
dom w parku
 
 
 
joł!
 
 


 
 
 
 


C.D.N.

Dodaj komentarz