Irlandia (dzień 1)

Day 1: sky is the limit

Oczywiście, że zaspałam, przecież torba się sama nie spakuje. Wszystko gotowe. 2:31 idę spać. Nie da rady, nie usnę, nie ma takiej opcji. Marzę. Myślę. 6:02 dzwoni budzik, no way, drzemka. 7:30 sms o treści „będę za 5 min” dopiero postawił mnie na nogi. Łazienka, kuchnia, przedpokój. Wychodzimy. Docieramy. Hug&drive. Kontrola, przejście przez bramki. Okazało się, że nie jestem przestępcą. Czekamy. Nic się nie dzieje. Siedzimy. Godzina później, kolejne sprawdzanie biletu. Boarding. Taxing. Rollercoaster! CZAD! Jest moc. Słońce przeciera się przez chmury, oślepia.Po ponad dwóch godzinach lądujemy. Żałośni klakierzy. Wychodzimy z tobołami. Sto tysięcy korytarzy. Wydostajemy się z terminala, kupujemy bilet do centrum i siadam na górze. Zwiedzanie zza szyby. Pół godziny później, jesteśmy w hostelu Abbey Court, naprzeciwko rzeka Liffey.3 kroki do Temple Bar i na Ha’penny Bridge, 5 do Burger Kinga i 7 do Penneys. Check In. Rm 26. Dwupiętrowe łóżka, biorę górę. Głodne idziemy zjeść burgera z baraniną i frytami popijając bavarką. Najedzone idziemy na guinnessa spotkać się ze znajomymi. Poznaję 19-sto letniego Georga, pół Amerykanina, pół Rumuna, studiującego w Dublinie sound engineering. Nie znajdziesz tam człowieka z krwi i kości jednej narodowości, zawsze w jakiejś części tu Brazylijka,tam Włoszka, Polka, Anglik, Chińczyk, Irlandczyk albo Hiszpanka. A co do Hiszpanów, to opanowują wyspę. Wszędzie gdzie nie pójdziesz ich spotkasz. Szczerze mogę powiedzieć, że teraz jest ich tam więcej niż Polaków, przypadeg? Nie sondze. Bezrobocie w Hiszpanii jest tak duże, bo aż 26,6% (gdzie u nas w Polsce stopa bezrobocia wynosi 10,4%), że uciekają do pracy do Irlandii. Niektórzy przyjeżdżają też turystycznie, na kurs angielskiego, chociaż nie słychać żeby się go tam uczyli. Mieszkając przez prawie tydzień w pokoju z dziewczynami z Hiszpanii stwierdzam, że lubią nieporządek. Lubią przebywać tylko wśród swoich, prowadzą swoje enklawe (głównie płeć żeńska) Niechętnie nawiązują znajomości z osobami z zagranicy. Mówienie po angielsku sprawia im trudność, pomijając już fakt, że czasem trudno ich zrozumieć.  
 
Teraz już nie mogę powiedzieć, że nie leciałam samolotem!
 
ENJOY!



bałwany


 


 
 
takie tam na lotnisku
 


 

 

















ha’penny bridge







z twarzą menri monroł 


 
 in da hostel


samojepka musi być


toalety


 chcę taki u siebie!


maj lof
 
C.D.N.

One Comment

Dodaj komentarz