ASR Valencia 2014 (part I)

 Moje logo-motto stworzone na potrzeby częstego podróżowania.

AUTOSTOPRACE: podróż do celu (part 1)


3! 2! 1!

 
Zbiórka była od 7 do 9. Wszyscy uczestnicy dostali startery od sponsorów czyli przede wszystkim koszulkę, okulary, ręcznik, coś do jedzenia czyli wafle, paluszki i pasztet, coś do picia. Dostaliśmy też mapkę szczegółową jak dotrzeć o kempingu.  
 
 
 My tacy niebiescy.
 
 
Wesoły Filip.
 
 
Majka tworzy.
 

 
 
No iiii wystartowaliśmy, jako numer 522. Prosto spod kampusu do domu, nie było sensu bić się o miejsca na Bielanach, bo utknęlibyśmy tam do nocy. Poza tym, policja już czyhała na autostopowiczów z mandatami dla kierowców. Na spokojnie się dopakowaliśmy, Zjedliśmy duży obiad i po południu ruszyliśmy na podbój Europy. Postanowiliśmy iść na stacje, nie wysililiśmy się za bardzo bo poszliśmy na Orlen na al. Wiśniową. Niezbyt duża stacja, ale dużo aut wyjeżdża stamtąd na Bielany i na Zgorzelec. Spędziliśmy tam trochę czasu, aż tu nagle młody ziomek z Peugeota, do którego podeszliśmy powiedział,  że jedzie do Hiszpanii, z paletą jakiś części. My w szoku, spakowaliśmy plecaki i siedliśmy. Nazywał się Paweł i miał 23 lat. Opowiedział chwilę o firmie, bo to jakaś transportowa, że wiezie paletę z częściami do samochodu i że jakimś cudem im się to opłaca tai kawał jechać. Spytałam czy często jeździ do Hiszpanii, a on na to, że w sumie to pierwszy raz, głównie to do Czech jeździ, a na co dzień jest magazynierem i trenuje boks tajski. Trochę się zdygałam, ale nic nie mówiąc zapięliśmy pasy i ruszyliśmy.
 
 
Wiele nietutejszych pytało „którędy na Bielany?”.
 
 
Tak wyglądała nasz trasa po niemieckich autostradach.
 
 
Zaczęło się ściemniać i pojawił się piękny zachód słońca. Tu byliśmy w drodze już do Drezna. Koło godziny 21.
 
 
Starałam się nie spać podczas jazdy, ale czasem to się po prostu nie udawało. Potem jechaliśmy na Chemnitz, Hof, Nürnberg, Heilbornn i w końcu Baden-baden, gdzie przekroczyliśmy granicę niemiecko-francuską. Było już dosyć późno bo koło 3 w nocy. Po niecałej godzinie zatrzymaliśmy się na jakimś parkingu i kimnęliśmy bo już nikt nie miał siły do życia ani do rozmowy. Po pięciu godzinach snu wstaliśmy, zjedliśmy kotleta mielonego i pojechaliśmy dalej.
 
 
Trasa Peugeota po francuskich drogach, rondach i łąkach. 
 
 
Gdzieś koło południa. Tu jeszcze jechaliśmy jakąś normalną drogą, ale później już nie mogliśmy bo autostrady są w pizdu drogie i Paweł dostał bana na nie od szefa. 
 
 
 
Bardzo fajnie się zwiedzało Francję, dużo zielonych terenów, krów i ROND! 
 
 
Przejeżdżaliśmy przez Dole, Lons-le-Saunier aż do Lyon.
 
 
Vienne
 
 
 
Na zdjęciu powyżej widnieje piękny Vienne France Footbridge i rzeka Rhone ciągnąca się przez całe miasto.  
 
 
Potem jechaliśmy przez Valence, Montelimar, obok Avignon, przez Nimes, Montpellier i Sete. 
 
 
Po drodze nie mogłam nawet na chwilę schować aparatu do futerału, bo takie piękne widoki! Zbliżając się do granicy przejechaliśmy przez Perpignan, gdzie Paweł jechał nieźle po marginesach, ze czasem aż chwytałam za kierownicę ze strachu, ale na szczęście nic się nie stało. Wjeżdżając nas przywitała nas tablica z napisem Catalonya oraz panowie policjanci. Sprawdzili dokumenty, otworzyliśmy bagażnik i pojechaliśmy dalej.
 
 
To nasza trasa po Hiszpanii.
 
 
Potem stacja IDS w Figueres. Tam nawet był wypasiony prysznic. Paweł pojechał dalej, a my zostaliśmy o 4 nad ranem sami na stacji. 
 
 
Nocowało tam dużo tirów, więc myśleliśmy, że bez problemu uda nam się coś złapać. Przekimaliśmy się koło półtorej godziny na siedząco i z bólem karku o 6 wstaliśmy na gorącą herbatę. Było MEGA ZIMNO więc trzeba było się ogrzać. W tym momencie już rozmowy po angielsku z Hiszpanami straciły sens.
Nie udało nam się nic złapać przez pół godziny. Spotkaliśmy nawet dwie ASRowiczki, które jechały tirem z Litwinami. Jedno auto się zatrzymało i kierowca zasugerował, że jak pójdziemy 5 minut dalej to spokojnie nam się uda złapać stopa. Tak też zrobiliśmy. 
 
 
 Po chwili przy barierce powiedziałam, że na bank się tu tir nie zatrzyma, aż tu nagle ZATRZYMAŁ SIĘ! Podbiegliśmy i wpakowaliśmy toboły i pojechaliśmy do Girony. Akurat był to Polak 🙂 Pierwszy raz w życiu jechałam tirem!
 
 
W Gironie na stacji chwilę odpoczęliśmy zjedliśmy i zaczęliśmy pytać ludzi. Po 10 minutach podbiliśmy do Hiszpana i spytaliśmy czy jedzie do Barcelony i czy by nas wziął. Zgodził się automatycznie. Tai śmieszny starszy człowiek. Wiózł jabłka na targ Mercabarna, na końcu nawet dał nam po jednym, były ogromne! Spytał gdzie nas wysadzić, dosyć dobrze mówił po angielsku o dziwo. Powiedzieliśmy, że może być na tym targu, bo dużo tirów to może jakiś będzie jechał do miejsca naszej destynacji. Niestety tak nie było. Jakiś ochroniarz wyrzucił nas jak się włóczyliśmy po tym terenie. 
 
 
 Poszliśmy na wjazd na autostradę, tam utknęliśmy. Było mega gorąco i już mieliśmy kryzys. Myśleliśmy żeby wziąć pociąg do Walencji, albo żeby przekimać się jedną noc w Barcelonie. Jak zjedliśmy i odpoczęliśmy powiedziałam, że jeszcze dzisiaj dotrzemy na kemping! Była godzina 18 także dosyć późno jak na łapanie stopa. Drugie podejście było szczęśliwe, po chwili zatrzymał się siwy pan i spakował nasze bagaże i zawiózł nas aż do Tarragony. Na pożegnanie dał nam piwo i dwa buziaki w policzki. 
 
 
 
Podróż minęła bardzo miło, dużo rozmawialiśmy, o kryzysie o krajobrazach i oczywiście  autostopie. Sam kiedyś dużo podróżował, dlatego nas wziął. 
 
 
Wysadził nas na bramkach. Tutaj nie minęło 10 minut  podjechał do as Niemiec, który nie wyglądał na Niemca. Spytał się czy chcemy jechać z nim na wakacje, jechał camperem, był bez bluzki. Niestety musieliśmy odmówić. 
 
 
Po chwili zatrzymał się czarny Volkswagen i wsiedliśmy. Kierowca był z Obwodu Kaliningradzkiego, w Hiszpanii znalazł pracę i żonę. Opowiadał nam o polskiej mafii w Walencji i o tym, że kradną w Hiszpanii. Jechaliśmy dosyć szybko. 
 
 
Wysadził nas na kolejnych brakach, ale z tamtych to nas ochrona wywaliła. Musieliśmy kawałek odejść. Tutaj staliśmy z 30 min, już wieczór się zbliżał wielkimi krokami. W końcu zatrzymała się osobówka i prawie łysy kolo, spakował nas i pojechaliśmy ponad 100 km do Amposta. Zadupie wielkie. Puchy jak na poniższym obrazku. Nadzieja umarła. godzina 19:30. Zachód słońca tak blisko. Dwa tiry, jedna osobówka tankująca. Podbijamy do pierwszego tira, śpi. Drugi, czeskie rejestracje. Zaczynamy small talk po polsku, on odpowiada po czesku, na początku niechętnie. Powiedział, że może wziąć tylko jedną osobę. Ale powiedziałam mu, że dzisiaj musimy dotrzeć, że to konkurs i chyba go to ujęło, bo powiedział, żebyśmy przyszli za godzinę bo wtedy kończy mu się „czas odpoczynku”. Zajarani poszliśmy coś przekąsić. 
 
 
 Wracamy po godzinie jak te kołki. On  sprząta, ja już przygotowałam piwo w ramach podziękowania. On się uśmiechnął. Wbił na GPSa miejscowość Sagunto i ruszyliśmy! Ponad 200 km z Czechem. Siedziałam na kuszetce i nogi miałam na reklamówce, był mega porządek. Kreci wiszący przy oknie na samym środku trochę mi przeszkadzał patrząc na piękne krajobrazy. W głośnikach leciał koncert Metalliki . Godzina 23. Docieramy na stacje PKP w Sagunto. Jest ciemno. Nagle patrzymy a obok stoi Jeep z napisem na tylnej szybie AUTOSTOPRACE! Szybko wcisnęliśmy klakson i wysiedliśmy. Czekał na nas kierowca, który był pracownikiem kempingu i cały dzień woził uczestników z dworca na miejsce. Uroczo. Moje nogi odmawiały posłuszeństwa. 
 
 
DOTARLIŚMY JAKO 217 PARA 
NASZ CZAS: 61 H 17 MIN
DŁUGOŚĆ TRASY ~ 2500 KM
 
W sumie to zajęło nam niecałe trzy dni od 26 do 28.04. Tyle wygrać. Mówiłam, że dotrzemy przed końcem dnia, dotarliśmy na 23:30!
 
 
Dzień następny. Plażing,smażing and piwing.  
 
 
La playa.
 
 
 
Takie tam z Mateuszem i Natalią.
 
 
Woda była ciepła.
 
 
 
 
 
 Selfik musi być.
 
 
 
 
W Hiszpanii mają tendencje do malowania graffiti, nie tylko na autach, ale również na murach. I to nie byle jak!
 
 
Na plaże jakieś 60 metrów. Marzenie.
 
 
Tak wyglądało nasze pole namiotowe.
 
 
 
CIĄG DALSZY NASTĄPI!

One Comment

  1. Pingback: 7 PORAD NIEZBĘDNYCH NA AUTOSTOPRACE 2017 – Kate Traveller – Blog o tematyce podróżniczej

Dodaj komentarz