Berlin

Około miesiąc temu wybraliśmy się do stolicy Niemiec. Jechaliśmy wiekowym autem Krzyśka, Podróż zajęła nam koło 7 godzin, nieco ponad standardowy czas przybycia każdego innego kierowcy. Ruszyliśmy w nocy o 2, zatankowaliśmy i pojechaliśmy. Jechaliśmy wbrew pozorom autostradami, mimo tego, że nasza fura maksymalnie mogła osiągnąć 80 km/h. Dzięki temu spalanie było dość małe i na łebka wydaliśmy po 40 PLNów. Podróż minęła na śpiąco, musieliśmy być rano wypoczęci na zwiedzanie pełną parą.

 
 
 
Selfie na benzince.
 
 
5 nad ranem.
 
 
Trasa prowadziła nas przez liczne drogi mleczne.
 
 
Nie dość, że widzieliśmy wschód słońca, to jeszcze mnóstwo innych pięknych widoczków.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Nasza fura.
 
 
 
Ktoś tutaj się chyba nie wyspał?
 
 
Futurystyczne toalety, ostatnią taką widzieliśmy w Poznaniu, płacisz 50 centów i masz 15 min. 
 
 
Sajmon złapał jakąś niefajną infekcję oka i przez cały pierwszy dzień miał światłowstręt i chodził jak niewidomy. Próbował z Kosicką kupić krople do oczu, nie odbyło się bez słownika polsko-niemieckiego.
 

Spaliśmy w hostelu Schlafmeile. Jedna noc to 11 Oiro, dosyć tanio jak na tak fajne warunki. Ośmioosobowy pokój mieliśmy cały na wyłączność.

 

 
 
 
Real Kate skate.
 
 
 
 
 
 
 
 
Słynne miejsce spotkań Fernsehturm, czyli wieża telewizyjna oraz zegar Urana.
 
 
Chopaki.
 
 
 
 
HIPSTAR
 
 
 
 
Cara udaje, że umie czytać.
 
 
 
 
 
Buty na harpunie Neptuna.
 
 
 
 
Berliner Dom.
 
 
 
 
 
 
 
Na wyspie muzeów.
 
 
 
 
 
 
 
Berliner Dom z drugiej strony.
 
 
Na dworcu głównym.
 
 
 
 
 
 
W odwiedzinach u Angeli Merkel.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
No i nasz cel osiągnęliśmy.
 
 
Na Kostrzyń?
 
 
Piękne graffiti.
 
 
 
 
 
Fryzjer.
 
 
 
Komunikacja miejsca na świetnym poziomie, co chwilę coś jeździ. My kupiliśmy bilet grupowy na wszystkie linie transportu, nawet pociągi. Około 5 Oiro wyszło na łebka. Normalnie jakbyśmy kupili to po 7.
 
 
 
 
No i zwiedzamy Pergamon. Muzeum sztuki greckiej (nie tak jak Kosicka myślała że Egipskiej, dopiero po wyjściu uświadomiliśmy ją, że się myliła). Wejście kosztowało nas 6 Oiro z legitką, 12 bez.
 
 
 
 
 
 
 
Panował tam bardzo pozytywny klimat.
 
 
 
Wręcz taneczny.
 
 
 
 
 
Kosicka miała lepsze zajęcia.
 
 
 
 
 
 
 
 
Obowiązkowe zdjęcia w rzeźbie.
 
 
 
 
  
 
 
 
Warto uważam było stać w godzinnej kolejce.
 
 
 
 
Mój faworyt. Po co komu statyw?
 
 
 
 
 
Jak nigdy – jedliśmy w restauracji pod złotymi łukami.
 
 
 
 
Hipster opowiadał o Murze Berlińskim.
 
 
 
 
 
Maka Paka tu był.
 
  
 
 
 
 
Pomnik Pomordowanych Żydów Europy
 
 
Najgorsze są powroty.
 
 
Nasi kierowcy.
 
 
Wyjazd zaliczam do jednego z najlepszych. Spędziliśmy go baardzo aktywnie, zakwasy na nogach były. Dużo uchwyconych ujęć. Już niebawem stolica cebulandii.

2 Comments

Dodaj komentarz