Włochy #Rimini #San Marino

Viva la vacanza: DAY 3 #RIMINI #SAN MARINO

W Rimini byłam już raz, właśnie wtedy wraz z kolonią. Byłam w innej dzielnicy, więc nie kojarzyłam zupełnie nic. W dalszym ciągu piękne miasteczko. Ewentualnie zmieniło się to, że do menu w restauracjach dodali język rosyjski.
 
 
Wstaliśmy z samego ranka i ruszyliśmy na plaże, stopni ze trzydzieści. Chwilę się poopalaliśmy i podszedł do nas pewien Afroamerykanin, których tam było niemało. Zaproponował sprzedaż koraliczków, srebra i innych wisiorkowatych upiększających udziwnień. Podziękowaliśmy i przenieśliśmy się kilkanaście kroków dalej. 
 
 
Nie minęło 5 minut, podszedł kolejny. Ten z kolei powiedział, że nie możemy leżeć na tych leżakach, że albo płacimy po piątaku albo musimy się przenieść. Wtedy zorientowaliśmy się, że jednak każda plaża przynależy do jakiegoś kilkugwazdkowego burżujskiego hotelu. Przenieśliśmy się ponownie, tym razem już nie na leżaki ale na super miękki piasek. 
 
 
 
Chwila później, przychodzi do nas, tym razem elegancko informuje, że nie możemy być na jego posesji. Wkurzeni, poszliśmy kilometr dalej, na wolną plażę. Z kilku stron dochodziły polskie głosy, wtedy zrozumieliśmy, że jesteśmy we właściwym miejscu.
 
 
 
 
Mieliśmy różnych towarzyszy.
 
 
 
 
Po kilku godzinach opalania i odpoczynku ruszyliśmy na pizzę. Na swojej drodze napotkaliśmy taki oto cudowny obiekt. Jedno z moich ulubionych ujęć. 
 
 
No i wyjeżdżamy do państwa w państwie.
 
 
Całe państwo znajduje się na wzgórzu. Dosyć duże spalanie auta, na nasze nieszczęście. Za to niesamowite widoczki po drodze. Warto!
 

 
 
 
Tak spędziłam moje urodziny. Zwiedzając, kupując taniej, bo bezcłowo, wino.
 
 
Totalny brak turystów w połowie września. Tak to ja mogę zwiedzać.
 
 
 
 
Wszędzie pod górę.
 
 
Ten oto dziwny element dostałam na urodziny. Podczas pobytu we Włoszech dość często do nadużywałam. Nie ukrywam, że był bardzo pomocny. Mnóstwo ludzi na mnie patrzyło jak na osobę z cyrku. Jeden Hiszpan zdziwił się po co mi to skoro mam Nikona i jeszcze analoga.
 
 
 
Wiatr we włosach.
 
 
Pamiątkowa fota pod Ratuszem.
 
 
 

Katedra pod patronetem św. Marino.

 
Obowiązkowo pyszne lody straciatella.
 

Ogólnie bardzo mi się podobało. Nieziemskie krajobrazy i mili ludzie w okół no i pustki. 

 
Zachody słońca zaliczone. Ruszamy dalej, do Rzymu. 
 
C.D.N.

One Comment

Dodaj komentarz