Włochy #Roma #Vatican

Viva la vacanza: DAY 4 & 5 & 6 #ROMA #VATICAN

Kolejnego dnia przyjechaliśmy do zakorkowanej stolicy Italii, gdzie kierowcy nie znają przepisów drogowych i gdzie co czwarte auto ma widoczne wgniecenie. To był cud, że w nic nie uderzyliśmy lub ktoś w nas. 
 
 
Pojechaliśmy tam gdzie ustawiliśmy GPS-a czyli na Camping Village Roma. Położony na wzgórzu, z basenem oraz mnóstwem miejsc parkingowych dla camperów oraz dla normalnych aut. Przywitała nas bardzo miła recepcjonistka. Postanowiliśmy zostać na dwie noce, a w razie zmiany planów dokupimy ewentualnie kolejny nocleg. Pani nas wyliczyła na około 16 Oiro per persona za jedną noc. Byliśmy zachwyceni. 
 
 
Chwilę się poopalaliśmy i popluskaliśmy w wodzie z widokiem na Rzym i spędziliśmy spokojnie wieczór przy tanim półsłodkim winie.
 
 
Następnego dnia,z samego rańca pobudka i ruszyliśmy autobusem a potem metrem do Watykanu. Ta miła starsza para Austriaków również zmierzała w tym samym celu i chwilę nas pokierowali. 
 
 
Za kilkadziesiąt metrów już będziemy w Watykanie.
 
 
Oto nieodosobniony przypadek handlarza torebek ‚znanych marek’. Zakładają Ci na rękę i każą płacić. Trzeba bardzo uważać, zwłaszcza w najbardziej uczęszczanych przez turystów ulicach dobrze znanych miejsc.
 
 
 
Plac Św. Piotra.
 
 
 
Kilkugodzinne kolejki do Bazyliki. W pewnej chwili, po 15 minutach stania i ruszenia się o kilka kroków i 35 stopniowym upale przeczytaliśmy jak trzeba być ubranym i czego nie wolno posiadać. Mieliśmy niestosowne ubranie no i scyzoryk przy sobie. Wyszliśmy z kolejki i postanowiliśmy przyjść nazajutrz lepiej przygotowanym.
 
 
 
Mnóstwo barów szybkiej obsługi na kołach można było spotkać w Rzymie, na niemalże każdym rogu.
 
 
Postanowiliśmy zwiedzić Rzym.
 
 
 
 
 
 
Legalnie na ulicy można spożywać alkohol. Nikt krzywo nie ciebie nie popatrzy nawet. Dopiero po 22 nie może to być alkohol w szklanej butelce.
 
 


tirami sù z włoskiego oznacza ‚poderwij mnie’

 

 
 
 
JAK NIGDY WSZYSTKO W REMONCIE! Nawet piękna fontanna Barcaccia z wyrzuconą niegdyś łodzią na Piazza di Spagna.
 
 
Hiszpańskie schody.
 
 
Z widokiem na enklawę.

 

 
 
 
 
Ołtarz Ojczyzny.
 
 
 
 
Ruiny.
 
 
Wieczorem, tania pizza na wagę w jednej z opuszczonych uliczek.
 
 
Kolejny dzień, pojechaliśmy bezpośrednim busem z campingu za 4 Euro za osobę. Standardowo fota z gelato. 
 
 
A w Rzymie parkują tak!
 
 
Watykan. Do dwóch razy sztuka! Weszliśmy do Bazyliki tylko po 30 minutach czekania. Nie grzało słońce tak jak dnia poprzedniego i byliśmy już odpowiednio ubrani i bez ostrych sprzętów. Wstęp do tej części był darmowy. Na kopułę trzeba było już płacić, ale warto. Ochrona sprawdzała nas przechodząc przez bramki, dokładnie tak jak na lotnisku. Niechcący zrobiłam zdjęcie, na którym był jedne z wojskowych ochroniarzy. Automatycznie podszedł do mnie i powiedział, że mam to usunąć. To się nazywa strzeżony kraj.
 
 


 
 
Wspięliśmy się na samą górę, na kopułę. Schodami taniej, 5 Euro. Windą o 3 Euro drożej.
 
 
 
 
Wewnątrz Bazyliki.
 
 
 
Odwiedziliśmy również obowiązkowo kompleks muzeów Watykańskich. Było co oglądać. Wstęp z legitymacją studencką o połowę tańszy, po 8 za osobę.
 
 
 
Wróciliśmy busem bezpośrednio na camping.
 
 
Pożegnanie basenu.
 
 
 
I ruszamy dalej, koniec taki bliski. 
Destiantion: Wenecja!
C.D.N.

Dodaj komentarz