Kraków

 
Do Krakowa mam sentyment. Jeździmy tam dosyć często. Tym razem odwiedziliśmy wystawę aparatów analogowych w Muzeum Historii Fotografii. Nigdy nie byłam w ciekawszym muzeum. W dodatku było praktycznie puste, bardzo mało odwiedzających. Trochę szkoda, bo naprawdę warto!
 
 
Akurat tak się złożyło, że na rynku odbywały się targi staroci. Było mnóstwo świetnych rzeczy, m.i. stare aparaty, milion obiektywów itp. Poprzymierzałam kilka z nich do mojego Nikona. Mogłam tego nie robić, bo za bardzo mi się spodobały efekty. Mam w planach kupno stałki, ale to może w nowym roku, jeszcze trochę odłożę. Wracając do targu, wypatrzyłam sobie Prakticę, z wbudowanym pomiarem światła i ogólnie jeszcze kilkoma usprawnieniami. Nie chciałam Zenita, bo są krótkotrwałe, Praktici to porządne niemieckie aparaty, miałam jedną i nie zawiodła mnie nigdy. Kupiliśmy za 140 plnów, a spędziliśmy tam około półtorej godziny. Od razu kupiliśmy kliszę i bateryjkę do światłomierza i zaczęliśmy cykać (efekty ukażą się po wywołaniu w zakładce ANALOGI).
 
 
Bardzo fajna knajpka głównie z jedzeniem, najlepsze są tortille, albo po prostu to ja jestem od nich uzależniona i mogłabym jej jeść do końca życia.
 
 
 
Mój dzielny model Czarosław.
 
 
Wchodzimy, wejściówka za 5 plnów, czyli jak za darmo.
 
 
 
Uwieczniłam kilka perełek, wg mnie najlepszych. Wystawa dotyczyła wyłącznie radzieckich aparatów.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ciemnia.
 
 
 
 
Zdjęcie mistrzowskie. Jestem na nim ja za kilkadziesiąt lat. W muzeum była świetny dotykowy monitor, na którym można było zrobić zdjęcie twarzy i wstawić do postaci, z tego robiła się pocztówka. Taki prosty pomysł, a cieszy.
 
 
Świetna i niedroga restauracja ‚u Romana’  na dachu jakiejś uczelni. To miejsce trzeba odwiedzić będąc w Krakowie.
 
 
Swojski grillowany kotlet z kurczaka z żurawiną.
 
 
 
Pyszna kawa – polecam.
 
 

Dodaj komentarz