Włochy #Venezia #Triest

Viva la vacanza: DAY 7 & 8 #VENEZIA #TRIEST

Ostatnia część eurotripu po kraju w kształcie buta. Wracając do kraju cebuli zachaczyliśmy o Wenecję, w której spędziliśmy cały dzień. Ale cofając się w czasie o kilka godzin. Na trasie zabraliśmy Huberta, który odezwał się do nas na blablacarze.  
 
 
Do Wenecji wjechaliśmy autem, ale już na wyspę dostaliśmy się promem za 13 Oiro w dwie strony. Pogoda zrobiła się trochę deszczowa i zaczęło trochę wiać. 
 
 
 
 
 
 
 
Po 25 minutach byliśmy już na miejscu.
 
 
 
 
 
 
 
 
W Wenecji mają problem z odpadami, ze ściekami i chyba z gołębiami.
 
 
 
 
Wino w sklepikach było nie najtańsze, szukaliśmy jakiegoś taniego supermarketu, aby umilić sobie dzionek.
 
 
 
Na co drugiej wystawie były maski.
 
 
Gondola gondolę gondolą pogania.
 
 
Wenecja ogólnie spodobała mi się najbardziej. Chyba przez te wąskie uliczki i charakterystyczną architekturę. Otoczone z każdej strony wodą miasto, gdzie nie docierają auta, niesamowite. Wszędzie jest multum łódek i innych wodnych transportów.
 
 
Zdjęcie mistrz. DHL na prawdę docierają WSZĘDZIE!
 
 
 
 
Wszystkie kawiarnie zapełnione po brzegi. Dla włochów i turystów nie jest drogo pójść do pobliskiej kawiarenki, spotkać się ze znajomymi na ploty i coś przekąsić. Często spędzają tak wolny czas.
 
 
Takie sklepy również spotkaliśmy.
 
 
Muzea również.
 
 
Pyszności po 4,5 Oiro. Można zjeść zza szyby.
 
 
 
 
Longery i to nie z KFC. Hot-dogowy longer!
 
 
 
 
 
 
Zawędrowaliśmy na plac św. Marka.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
W Wenecji było sporo obcokrajowców, mimo braku pogody.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Kończąc zwiedzanie miasta na wodzie, zaszliśmy do Billi, uwielbiam ten sklep. Wypatrzyliśmy dwie studentki z torbami i spytaliśmy gdzie jest supermarket i one nam wskazały drogę. Obkupiliśmy się i wróciliśmy na ląd.
 
 
Wieczorkiem ruszyliśmy w stronę Triestu kończąc nasz maraton. Kimnęliśmy się na stacji na trochę i już rano byliśmy na miejscu.
 
 
 
Spotkał nas również deszcz, niestety.
 
 
Jechaliśmy w celu złapania jeszcze ostatnich promieni słońca we wrześniu, ale się nie udało.
 
 
 
 
Bardzo kreatywne zdjęcie – odzwierciedla rzeczywistość.
 
 
Koniec świata.
 
 
 
Molo w Sopocie.
 
 
Tutaj spotkaliśmy okaz morsa-podróżnika. Skakał do wody, w celu kąpieli, następnie medytował. Ciekawe skąd był. Po 15 minutach ubrał się, wziął plecak i ruszył dalej autostopować.
 
 
 
 
 
3D
 
 
Espresso za 90 centów. Daje kopa.
 
 
 
 
Krzywe mordki.
 
 
 
 
 
 
Taaaakie widoczki.
 
 
 
 
Nasz dom na kółkach przez 8 dni.
 
 
Droga powrotna do Wrocławia szła przez piękne widoki Słowenii. Byliśmy pod wielkim wrażeniem krajobrazów. Zatrzymaliśmy się na chwilę coś zjeść w knajpie. Super klimat, polecam zatrzymywanie się w dziwnych miejscach, w których biesiadują tutejsi i co jakiś czas przejeżdża auto na obcych rejestracjach.
 
 
Włosko-słoweńsko-czesko-niemiecki bar z rozmaitym jedzonkiem z tych właśnie krajów.
 
 
Za ostatnie centy kupiłam sobie coca-colę w szklanej butelce i strzeliłam fotę z lokowaniem produktu. To koniec tej opowieści dziwnej treści. Mam nadzieje, że klimat Wam się podobał. Następna wyprawa pewnie dopiero na wiosnę po sesji. 

Dodaj komentarz